Tegoroczny, 22. zlot Ultor Master Truck zapisze się w historii jako wyjątkowy. Spotkały się na nim przeszłość i przyszłość.
Najwięcej miejsca zajmuje oczywiście teraźniejszość. Wśród stuningowanych ciężarówek można wędrować godzinami. Są nowości i starzy znajomi, a najlepsze, że większość niezwykłych pojazdów na co dzień zwyczajnie pracuje. Można zasięgnąć porady na stoisku ITD i Państwowej Inspekcji Pracy, aby sprawniej poruszać się w gąszczu przepisów. Obecne są Opoltrans, Autoglass, KK Service, Klenart, Namplan, EnaTruck, Trux, Yanosik, WAŚ, Osram oraz Orlen – patron zlotu. Jest co robić, jest co oglądać.

Można zobaczyć elektrycznego MAN-a eTGS. Lecz tuż obok i trochę dalej można zanurzyć się w przeszłość. Na całym zlocie są poutykane jak rodzynki bardzo ciekawe zabytki. Swój kącik mają też ciężarówki amerykańskie, i to nie byle jakie. Niektóre z nich nawet w USA trudno już spotkać.
Zawsze jest jeszcze ta jedna…
Olbrzymi teren Autodromu Delta na lotnisku Aeroklubu Opolskiego, w Polskiej Nowej Wsi mieni się feerią kolorów. Ciężarówki ustawione w długie szeregi wywołują uśmiech, zachwyt, komentarze. Najwięcej emocji wzbudzają te, które przypominają o tym, o czym nigdy się nie zapomina. Na przykład o ważnych wydarzeniach z historii lub kultowych filmach. Niezmiennie duże wrażenie robi zestaw firmy Repiński Transport oddający hołd Dywizjonowi 303. Sympatię wzbudza Scania z motywami z filmu „Sami swoi” firmy Baca Transport. Od razu wpadają w oko ciągniki pomalowane w motywy „Konwoju”, „Ojca chrzestnego” i „Grincha”. Smerfy, które w polskiej telewizji wyemitowano po raz pierwszy prawie 40 lat temu konkurują z „Psim patrolem”, który z zapałem oglądają dzisiejsze brzdące. Jest „Gladiator”, „Mumia”, motywy geometryczne, szczypta stylu holenderskiego.
Można wyliczać w nieskończoność. A kto zacznie oglądać wnętrza kabin ze skórzanymi obiciami, guzami, frędzlami, lustrami, neonami i ekranami, ten utknie na zlocie na dobre. Na szczęście na miejscu można coś zjeść, aby starczyło sił na kolejne ciężarówki. Bo zawsze jest „jeszcze tylko ta jedna”. Jeśli jeszcze samemu się nie jeździ ciężarówką, można nabrać na to ochoty i od razu przystąpić do spełniania marzenia. Na zlot przybył efektownie pomalowany MAN z naczepą Wielton szkoły jazdy Teddy Marcin Budych.

Współczesność i przeszłość spotkały się na stoisku firmy Morawscy – Transport & Gospodarstwo Ekologiczne. Obok Scanii z motywami morskimi stanęła jej „babcia”, wywrotka 113H z krótką kabiną. Jej malowanie gustownie podkreśla kształty kabiny, skrzyni i podwozia. Nieopodal stało Volvo F89 z zabudową chłodniczą, które przyjechało z Niemiec. A to tylko przygrywka do tego, co na widzów czeka w innych zakątkach zlotu.
Zapytaj dziadka
Kiedy ostatni raz widzieliście żuraw Ż-3 na podwoziu Stara 25? Pamiętacie jeszcze jak żwawo się rozpędzał, dudniąc rytmicznie? Zastanawialiście się wtedy, jakie też kierowca cuda wyczynia, żeby wszędzie się zmieścić z wystającym z przodu ramieniem dźwigu? Może sami takich cudów dokonywaliście? A może mieliście dźwig z Częstochowskich Zakładów Zabawkarskich, który na dywanie pracował tak ciężko jak Star? Na zlot Master Truck przychodzą całe rodziny i Star z żurawiem może być przyczynkiem do ciekawej rozmowy międzypokoleniowej.

A Bedford TK? W PRL-u rzadkość i rarytas, na zlocie też jest tylko jeden, za to w bardzo dobrym stanie. Ciężarówki te pokrywały się tonażem z naszymi Starami, choć gama była szersza i obejmowała warianty zarówno lżejsze, jak i cięższe. Nowoczesna, bogato przeszklona kabina była bardzo wygodna, jak na standardy transportu lat sześćdziesiątych. Model ten był tak udany, że produkowano go w Anglii od 1960 do 1992, a w Turcji jeszcze o dwa lata dłużej.

Na zapleczu Ameryki
Prawdziwa uczta czeka jednak miłośników ciężarówek amerykańskich. Strażacki Ford czy czarny Freightlienr są dobrze znane bywalcom zlotu. Legendarny Kenworth W900 też tu bywał, a w tym roku jest egzemplarz z motywem flagi i godła Stanów Zjednoczonych. Podobne motywy znajdziemy na amerykańskim, nosatym ciągniku Volvo. Nigdzie natomiast w promieniu setek mil nie spotkamy Diamonda T czy cabovera White.

Te ciężarówki to „klasyka klasyki”. Nie „aktorzy filmowi”, choć na pewno przemykały w kadrach filmów. Nie „księżniczki lawet”, choć teraz chyba czasem podróżują na zloty na naczepach niskopodwoziowych. Należy im się wypoczynek, ponieważ dawniej niezmordowanie pracowały. Były „samochodami tła” bez których amerykański sen nikomu by się nie przyśnił. W dzień i w nocy, na pustkowiu i w gąszczu wielkich miast transportowały wszystko, co było do przetransportowania.
Nie nosiły chromów lub nosiły mało, nikt ich nie polerował, a w sypialni – jeśli w ogóle była – znajdowała się jedynie zwykła leżanka. Ekspres do kawy czy mikrofalówka? Nic z tych rzeczy! Termos i pudełko śniadaniowe, ot co! Wśród rzadkich „amerykanów” na Master Trucku są starsze modele Kenwortha „z nosem” oraz kabiną nad silnikiem, Mack Superliner oraz zmierzający wprost do własnego miejsca w historii nowoczesny Western Star 5700.
Głos na najpiękniejszą
Warto wstąpić na Master Trucka. Potrwa do niedzieli, a poza ciężarówkami jest wiele atrakcji dla całych rodzin. Można posłuchać muzyki na żywo, zagłosować na najpiękniejszą ciężarówkę, a wieczorem obejrzeć ekscytujący pokaz Master Truck of Light w wykonaniu uczestników zlotu.
My już tu jesteśmy, więc do zobaczenia!









































































































































































































































































































































































































































