piątek, 14 sierpnia, 2026
Strona głównaAktualnościBudołaz debiutuje na Ultor Master Truck!

Budołaz debiutuje na Ultor Master Truck!

Na tegorocznym zlocie Ultor Master Truck zadebiutował po remoncie Budołaz. Został odbudowany przez Muzeum Motoryzacji Wena w Oławie. To prawdziwy „biały kruk”, którego losy długo były nieznane.

Aby w pełni zrozumieć jego historię, trzeba cofnąć się do czasów planu Marshalla. Narodziła się wówczas w Niemczech ciężarówka przez fachowców nazywana „uniwersalnym nośnikiem maszyn specjalistycznych”. Pierwsze prototypy zbudowała firma Erhard & Söhne ze Schwäbisch Gmünd niedługo po wojnie. Produkcja seryjna ruszyła w 1949 roku w dysponującej większym zakładem spółce Gebr. Boehringer z Göppingen. Lecz już po roku przejął ją dostawca silników, Daimler-Benz i w 1951 przeniósł do zakładów w Gaggenau.

Pojazd miał służyć rolnictwu. Świadczy o tym pierwotny rozstaw kół równy dwóm rządkom ziemniaków. Szybko okazało się, że niepozorny „traktorek” jest bardzo potrzebny w odbudowującej i rozbudowującej się Europie. Zalety ciężaróweczki z napędem czterech kół docenili też wojskowi. Z biegiem lat stała się najlepszym pojazdem wspierającym działania wojsk pancernych. Był też najczęściej spotykanym pomocnikiem przy obsłudze i utrzymaniu zachodnioniemieckich autostrad. Pewnie domyśliliście się już, że chodzi o Unimoga. Nazwa ta, będąca skrótem od niemieckiego „Universal-Motor-Gerät” została zastrzeżona już w 1946 roku.

Raport z Bliskiego Wschodu

Inaczej rozpoczęła się historia wschodnioeuropejskiej kopii Unimoga. Powracający z Bliskiego Wschodu po wojnie w 1973 roku radzieccy doradcy wojskowi odnotowali w swych raportach brak w armiach arabskich lekkiego pojazdu terenowego, który wsparłby pracę wojsk inżynieryjnych współdziałających z czołgami. Szybkie, zwrotne ciężarówki z dodatkowym osprzętem miały duży wpływ na sukcesy armii izraelskiej. Takiego pojazdu nie było w ofercie fabryk Europy Wschodniej, a Multicar z NRD (Niemiecka Republika Demokratyczna) był za mały. Tak więc, nie rolnictwo, ale dwie wojny na Bliskim Wschodzie przełomu lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych były impulsem do rozpoczęcia prac nad takim pojazdem w ramach RWPG (Rada Wzajemnej Pomocy Gospodarczej).

budołaz
Pomarańczowy egzemplarz Budołaza pozostał w rękach znalazcy, Patryka Mikiciuka. Tak wyglądał w latach dziewięćdziesiątych.

Do rywalizacji o kontrakt na dostarczenie uniwersalnych pojazdów 4×4 dla bratnich armii, wystartowały cztery państwa: Czechosłowacja, Polska, Związek Radziecki i o dziwo Jugosławia, nie związana z Układem Warszawskim. Dopuszczenie Jugosławii do tego kontraktu było uzasadnione lepszymi stosunkami tego państwa z Europą Zachodnią, w szczególności RFN (Republika Federalna Niemiec). Już wtedy w zakładach FAP produkowano ciężarówki na licencji Mercedesa, były więc możliwości pozyskania technologii. Czesi próbowali przekonstruować udaną ciężarówkę Praga, a radziecki Instytut Maszyn z Moskwy zaproponował oczywiście projekt największy. Ze strony polskiej do rywalizacji stanął warszawski Instytut Mechanizacji Budownictwa i Górnictwa Skalnego. Przy wykorzystaniu podzespołów dostępnych w polskich fabrykach, zbudował prototypy Budołaza, pojazdu zbliżonego do niemieckiego Unimoga.

Z koparki, ze Stara

W samochodzie tym została wykorzystana 80-konna jednostka napędowa SW 266 znana z koparek kołowych, a produkowana w Andrychowie. Skrzynię biegów opracował poznański ZREMB, hydraulikę ZKiH Waryński, natomiast ze Starachowic pochodziły deficytowe mosty napędowe od Stara 266. Jak wspominają twórcy pojazdu, trzeba było je załatwić (dla przypomnienia – to były czasy, gdy w Polsce nic się nie kupowało, tylko załatwiało). Kabinę oraz ramę opracowali i zbudowali pracownicy instytutu.

budołaz
W konstrukcji Budołaza starano się wykorzystać jak najwięcej elementów, które były już produkowane seryjnie przez przemysł Polski Ludowej. Widać to również w wyposażeniu kabiny. Zdecydowano się na przykład na względnie małą, wygodną kierownicę z samochodów osobowych produkowanych w warszawskiej FSO. Trzeba tylko mieć nadzieję, że wspomaganie było skuteczne i bezawaryjne.

Zastosowanie reduktora w układzie napędowym pozwoliło stworzyć klasyczną maszynę roboczą z minimalną prędkością 0,35 km/h i maksymalną 67 km/h. Masa własna pojazdu wynosiła 3,5 t, a ładowność 3 t. Sprzęt roboczy mógł być zasilany hydraulicznie lub mechanicznie za pomocą wałków odbioru mocy (WOM). Instalacja hydrauliczna z pompami zębatymi osiągała ciśnienie robocze 14 MPa. Obroty na WOM-ie zgodnie z normami dla maszyn rolniczych wynosiły 540 obr/min. W układzie kierowniczym zastosowano wspomaganie, co pod koniec lat siedemdziesiątych nie było rzeczą oczywistą.

Znalazły się dwa

I na tym historia mogłaby się zakończyć, gdyż nadszedł rok 1980. A z nim kosztowna olimpiada w Moskwie, strajki w Gdańsku i upadek ekonomii socjalistycznej. Trzy polskie Budołazy sprzedano prywatnym osobom na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Jugosłowianie zbudowali partię próbną pojazdów. Tylko Czesi nadal pracowali nad swoją maszyną. W 1985 roku wypuścili serię próbną uniwersalnych nośników oznaczonych UV 100 oraz UV 120. Doprowadziło ich to do uruchomienia seryjnej produkcji lekkiego wariantu UV 80 w latrach dziewięćdziesiątych.

Tymczasem polskie Budołazy z wolna dobijały kresu pracowitego życia. Na każdego przyszedł dzień ostatniej jazdy, po której zakotwiczył między niebem a ziemią zarastając z wolna krzakami. Dwa lata temu dwa z nich odnalazł Patryk Mikiciuk. Podzielił się znaleziskiem z Muzeum Motoryzacji Wena w Oławie. Odnalezione Budołazy różniły się od siebie szczegółami wyposażenia i kolorem: jeden był żółtym drugi marchewkowy. Oławskie muzeum ukończyło właśnie remont swojego, żółtego egzemplarza. Można go oglądać na tegorocznym zlocie Ultor Master Truck.

Powiązane artykuły

OBSERWUJ NAS!

Facebook
YouTube
LinkedIn
Instagram
Tiktok

 

CZYTAJ NAJNOWSZY NUMER

Zapisz się do newslettera


Zrównoważony rozwój

Opinie

Po godzinach

Zapowiedź