III Zlot Zabytkowych Autobusów w Starachowicach stał się kulminacją obchodów jubileuszu tutejszej komunikacji miejskiej. Wśród przybyłych autobusów nie zabrakło modeli, które kiedyś woziły pasażerów ulicami miasta.
Zlot odbył się w dniach 29-30 sierpnia 2026 roku. Tak jak poprzednio był jedną z atrakcji Dni Starachowic. Lecz w tym roku miał wyjątkowy charakter. 70 lat temu rozpoczęła działalność starachowicka komunikacja miejska. Autobusy ruszyły do pracy 1 stycznia 1956 roku. Zlotowe pojazdy przypomniały, jak dawniej „się jeździło”.
Zapowiedzią zbliżającego się święta był zabytkowy Jelcz PR110, który kursował na regularnych liniach już od 11 sierpnia. Zakład Energetyki Cieplnej opublikował informację kiedy i na jakiej linii będzie można go spotkać. Wszyscy chętni mogli więc tak zaplanować sprawunki czy „wypad w miasto”, aby zakosztować przejażdżki Jelczem.

ZEC zawiaduje przewozami w Starachowicach od 2018 roku, gdy został połączony z Miejskim Zakładem Komunikacji. Spółka pisze najnowszy rozdział dziejów tutejszych przewozów pasażerskich, w którym jest już kilka ciekawych kart. Od 1 kwietnia 2022 roku komunikacja jest darmowa dla mieszkańców miasta. Zbiegło się to z wprowadzeniem do floty nowych, gazowych autobusów MAN Lion’s City 12 CNG. Natomiast pod koniec 2025 roku ruszyło do pracy pięć pierwszych autobusów elektrycznych Lion’s City 12 E. Zarówno gazowce jak i elektryki zostały wyprodukowane w starachowickiej fabryce autobusów MAN Truck & Bus.
W szczycie
Najnowsze autobusy mają po 12 metrów długości i silniki dostatecznie mocne, aby bez zwłoki wspinały się z kompletem pasażerów z doliny rzeki w górne rejony miasta. Różnica wysokości między najniżej, a najwyżej położonymi dzielnicami dochodzi do 100 metrów. Miejscowi dobrze znają stromizny ulic Radomskiej czy Miodowej. Nagrodą za wysiłek są wspaniałe panoramy, które można podziwiać ze szczytu skał na Majówce czy zawijasów ulicy Moniuszki.
Starachowickie autobusy z ostatnich 30 lat















30 linii, 100 autobusów
Lecz wyobraźcie sobie „zimę stulecia” z przełomu 1978 i 1979 roku i pękającego w szwach Autosana H9-35 z mozołem wdrapującego się na niskim biegu śliską ulicą. I tak był o niebo lepszy od ledwie stukonnych Sanów H100 B używanych wcześniej! Pierwsze trzydzieści lat tutejszego transportu publicznego należało do autobusów z Sanoka. W 1956 roku do pracy ruszyło pięć Starów 52 produkowanych w Sanockiej Fabryce Wagonów na podwoziach Stara 20. Potem pojawiły się Sany H01, H25 i H27 oraz wspomniane H100 B i Autosany H9-35. W połowie lat osiemdziesiątych wypróbowano kilka sztuk trzydrzwiowych Autosanów H10-11 z charakterystycznymi, wąskimi drzwiami dwuskrzydłowymi na tylnym zwisie. Nieco wcześniej do ruchu wprowadzono Jelcze 080 na podwoziach Stara 200. Nie jeździły długo, gdyż były za małe, a ręcznie otwierane drzwi niewygodne przy dużym natężeniu ruchu pasażerów i częstych przystankach.

Początek lat osiemdziesiątych był szczytowym okresem dla starachowickiej komunikacji. Na stanie Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacji było prawie 100 autobusów, z których 73 codziennie wyjeżdżały, aby obsługiwać 30 linii. Mimo to i tak czasem brakowało taboru. W zastępstwie miejskich H9-35 wysyłano czasem na linie międzymiastowe H9, którymi dysponowało przedsiębiorstwo. Trudniej się do nich wsiadało i niewygodnie było przeciskać się wąskim przejściem między rzędami podwójnych foteli z wysokim oparciem, za to autobusy te były wyraźnie cichsze niż odmiana miejska. Widok przez boczne okna też był lepszy, gdyż posadowione wyżej fotele sprawiały, że dolna krawędź szyby biegła niżej.
Pierwszy przegubowy
Od połowy lat osiemdziesiątych zaczęły napływać do miasta Jelcze M11, które wraz z nielicznymi H9-35 dotrwały do początków drugiej dekady XXI wieku. Oba typy autobusów wytrzymały napór importowanych, używanych DAB-ów i Gräf & Steyerów, które jeździły w mieście w latach dziewięćdziesiątych. Ciekawe były zwłaszcza Gräf & Steyry, które miały silniki o zapłonie iskrowym na LPG oraz siedzenia ze sklejki.

Pomimo tłoku panującego w starachowickiej komunikacji w okresie jej największej prosperity, panowała opinia, że autobusy dłuższe niż Autosany czy Jelcze M11 nie sprawdzą się na wąskich, często krętych ulicach Starachowic. Jaskółką zmian były wspomniane DAB-y LS 575-680/5 oraz Jelcze PR110, które pojawiły się w latach dziewięćdziesiątych. Po nich przyszły Jelcze 120M, a w XXI wieku MAN-y serii NL i Mercedesy Conecto. Wśród „efemeryd i imponderabiliów” starachowickiej komunikacji warto wymienić „małe” MAN-y serii NM, Solbusy SN11M, które wytrzymały od 2008 do 2018 roku oraz używane Solarisy Urbino 12, które znikły z ulic tak szybko, jak się na nich pojawiły.
W 2026 roku miasto zdecydował się na zakup pierwszego autobusu przegubowego. Będzie nim niskopodłogowy, elektryczny MAN Lion’s City 19 E.
Od kolorowych do czarno-białych
Aż do lat dziewięćdziesiątych starachowickie autobusy były biało-czerwone. Przy czym biel mogła występować w odcieniu kremowym, a czerwień jako „strażacka” lub zagłodzona, niekiedy zbliżona do bordo lub wiśni.

W najtrudniejszych latach kryzysu początku lat osiemdziesiątych MPK remontowało autobusy malując je taką farbą, jaka była akurat pod ręką. Zamiast zwykłego zestawienia bieli i czerwieni pojawiały się kombinacje niebieskiego, zielonego i brązowego. Zresztą trend ten zapoczątkowała sama fabryka w Sanoku, gdy w pewnym momencie do Starachowic wysłała partię kremowo-pomarańczowych H9-35.
W następnej dekadzie kolorystyka rozluźniła się całkiem. Używane zachodnie autobusy były w barwach wcześniejszych właścicieli, a przewoźnik postanowił w pewnym momencie zarabiać na reklamach. Podobnie jak w innych miastach autobusy zostały ruchomymi „słupami ogłoszeniowymi” raz z lepszym, raz z gorszym skutkiem dla dobrego smaku.

Krótko używane Jelcze 080 były żółte z czerwonymi pasami. Kolorystyka ta wróciła wraz z dostawą kilku 120M w latach dziewięćdziesiątych i przez pewien czas była uznana za obowiązującą. Potem zmieniono ją na żółto-niebieską jak w herbie miasta. Wreszcie w ramach remontów zaczęto malować autobusy po prostu na biało. Pod koniec 2010 roku postanowiono ubarwić tę monotonię i dwa Autosany oddano w ręce Shite i Rome, dwóch artystów graficiarzy. Potem w graffiti ustrojono również kilka Jelczy 120M. „Artystycznie przetworzone” autobusy należały do najstarszych we flocie i nie jeździły długo. Od 2021 we mieście oficjalnie obowiązuje czerń i biel.
Własne konstrukcje
Historia komunikacji w Starachowicach z pewnością zasługuje na książkę. Początkowo przewozy zapewniało Miejskie Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji, a potem Miejskie Przedsiębiorstwo Gospodarki Komunalnej. 1 stycznia 1959 roku powstało samodzielne Miejskie Przedsiębiorstwo Komunikacyjne, które w latach 1991-2000 zmieniło się w gminny Miejski Zakład Komunikacyjny. Ten z kolei przekształcono 1 stycznia 2001 roku w komunalną spółkę miasta funkcjonującą jako Miejski Zakład Komunikacyjny Sp. z o.o. W 2018 roku połączono ją z ZEC-em.



Niezależnie od tych zmian, przedsiębiorstwa zapewniające przewozy miejskie w Starachowicach cechowały się na ogół dużą dozą samodzielności w radzeniu sobie z powszednimi problemami. Jej przykładem były nie tylko obsługa i remonty autobusów prowadzone we własnych warsztatach, ale powstające okazjonalnie własne konstrukcje. Najwcześniejszy, starachowicki holownik jaki pamiętam, to był skrócony San H100 z zasobnikiem opon pod tylną klapą. Po nim pojawił się Star 266, a potem Star 244, obydwa z zabudową powstałą z fragmentów nadwozia Autosana H9. Star 244 służył jeszcze w XXI wieku, a dziś jest jednym z pamiątkowych samochodów tworzących „Ścieżkę Stara”. Stoi przy zachodnim wjeździe do miasta od strony Wąchocka.
Żółte najciekawsze
Nie mogłem się oprzeć, aby przy okazji jubileuszu nie przytoczyć strzępów wspomnień, snujących się po głowie. To właśnie wspomnienia doprawione ciekawością są sekretem powodzenia starachowickich zlotów autobusowych. Zlot i jego program zakradł się do domowych rozmów i planów na weekend. Entuzjazm widzów bierze się i stąd, że autobusy można nie tylko pooglądać, ale się nimi przejechać. Na liniach specjalnych, których jest aż trzy lub w niedzielnej paradzie.

Przy okazji rocznicy nie udało się zebrać wszystkich modeli autobusów, które woziły pasażerów w mieście. Star 52 pojawił się jedynie na muralu przy ulicy Radomskiej, odsłoniętym już po zlocie. Był za to San H01B, Autosan H9-35, a także Jelcze M11 oraz 120M, że wymienię tylko najliczniej i najdłużej eksploatowane w Starachowicach modele. Był i San H100, ale tylko w wersji międzymiastowej, za to dość malowniczej, bo kremowo-żółtej.
W tym roku żółty przyciągał uwagę. Najciekawsze zlotowe eksponaty były właśnie w tym kolorze. Wrocławski Klub Sympatyków Transportu Miejskiego przyprowadził Jelcza 080 z prototypową przyczepą P-080. Zestaw miał podobne kolory jak 080, które kursowały kiedyś w Starachowicach. Wielka szkoda, że polskie przepisy nie pozwalają przewozić pasażerów w przyczepie. Byłaby to duża przygoda nie tylko dla dzieciaków.

Ciemnożółty był też Autosan A613MN, prawdziwy unikat, wyprodukowany w 2002 roku. Powstały ogółem tylko cztery takie autobusy. Połączenie węgierskiego podwozia Csepel, silnika Cummins i polskiego nadwozia było całkiem udane. Niestety Csepel miał poważne trudności i zaprzestał produkcji podwozi. Jak mówi właściciel, dziś dostanie części do tego modelu Autosana graniczy z cudem.
Resorem po krzyżu
Ciepłe struny w sercu pobudzał rasowy dźwięk silnika DAF, pracującego w żółtym DAB-ie 12-1200B wyprodukowanym w Danii w 1992 roku. Autobusy te miały aluminiowe nadwozia i słynęły z długowieczności. W Skarżysku-Kamiennej, mieście sąsiadującym ze Starachowicami dawny kopenhaski DAB z 1977 roku pracował jeszcze w roku 2005. Gwoli ciekawostki dodam, że w latach 1993-2017 oba miasta łączyła linia A o długości przeszło 22 km. Po drodze mijała m.in. Wąchock. Kursowały na niej autobusy ze Skarżyska i Starachowic. W końcowym okresie funkcjonowania w latach 2015-17 obsługiwał ją wyłącznie przewoźnik starachowicki.

Żółtą kabinę miał również Osinobus z 1988 roku na podwoziu Stara 28, który został niedawno zarejestrowany i odbył premierową jazdę na zlocie. „Osobowa ciężarówka” jest własnością Muzeum Przyrody i Techniki „Ekomuzeum” w Starachowicach. Przejażdżka tym nietypowym autobusem była możliwa i sporo osób z niej skorzystało, niepomnych, że sztywny most na półeliptycznych resorach piórowych „daje po krzyżu” na nierównościach. Zakosztowałem tego w szkole, gdy Osinobusem na Starze 200 jechaliśmy z klasą na akcję sadzenia lasu.

Jedyny na świecie?
Jednak pierwsze miejsce w konkursie na „Autobus Publiczności” zajął MAN SL200 z 1982 roku, własność Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego w Krakowie. Z krakowskiego MPK przybył również San H01 B wyprodukowany w 1959 roku. Oba autobusy przyjechały na własnych kołach, a jakby tego było mało, kursowały na linii specjalnej DS – jak Dni Starachowic.

Równie dzielnie sprawił się San H01 A, też z 1959 roku, który wraz z Autosanem H9-15 rocznik 1977 przyjechał z Sanoka. Sany H01 mają benzynowe silniki o mocy 85 KM, dziś auto kompaktowe ma większą moc! Lecz największy podziw wzbudzało Renault TN4F z 1932 roku, prawdopodobnie jedyny zachowany sprawny egzemplarz na świecie. Do Starachowic przyjechał z Warszawy na lawecie, ale potem poruszał się już własnymi siłami, a podczas parady zabrał komplet pasażerów. Może nawet nadkomplet, gdyż nominalnie ma miejsce dla 30 osób, a wypełniony był cały wraz z odsłoniętym, tylnym pomostem.

Dużą urodą odznaczał się turystyczny Mercedes-Benz O321 z 1964 roku, własność firmy Polster z Piły. Globtrotterów przyciągała niebieska Scania Vabis rocznik 1966 przebudowana na kampera. Autobus jest jednym z eksponatów Muzeum Motoryzacji w Turowicach, znanego jako „Kurnik Klasyków”. Częścią standardowego układu ogrzewania wydajnego iście po skandynawsku są kaloryfery z rurami i zaworami jak w peerelowskim bloku.
Ikarus i Irizar
Przychodząc na zloty rok po roku można zebrać sobie „małą encyklopedię komunikacji”. Organizatorzy dbają o różnorodność pojazdów, choć zawsze przyjeżdżają również modele najpopularniejsze i najbardziej znane. Tak jak w poprzednich latach stawiły się m.in. Ikarusy serii 200, turystyczne Jelcze oraz kabriolety: warszawski „ogórek” i zlotowa nowość, piętrowy MAN SD 200 z 1985 roku. Dzień dzisiejszy reprezentowała jedna z kieleckich Tems LF12 z 2018 roku, a możliwe jutro futurystyczny Irizar ie tram 12 rocznik 2026 importowany przez firmę Wanicki.

W pierwszy dzień zlotu po południu można było zwiedzić starachowicką zajezdnię autobusową i poczęstować się smakołykami z grilla i tortem przygotowanym z okazji 70 rocznicy. Były zabawy i konkursy dla dzieci. Starsi mogli przyjrzeć się wyposażeniu. Baza wygląda inaczej niż za dawnych lat. Stanowiska warsztatowe lśnią bielą posadzek, obok jest nowoczesna myjnia, a na placu stanęły ładowarki dla autobusów elektrycznych.
Wrażenia analogowe
Może niektórzy jeszcze pamiętają pierwszą bazę w „Łaźni” przy ulicy Radomskiej i tę drugą, przy ulicy Krywki, gdzie długo po likwidacji stał tył starego Sana, jeszcze z tych samonośnych, w charakterze budki. Dziś ulica nosi imię rotmistrza Pileckiego, a czasy intensywnego ruchu autobusowego przypomina stacja benzynowa i szereg garaży zmienionych w punkty usługowe.

Przeniesienie zajezdni do obecnego miejsca na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych było aktem postępu, związanym z rozwojem miasta i przemysłu, przede wszystkim Fabryki Samochodów Ciężarowych. Na przystankach tłoczyły się autobusy, w autobusach pasażerowie, a w bazie pospiesznie przywracano do życia wozy, które uległy awarii. Co odważniejsi mechanicy potrafili postawić holownik „na dwóch kołach” i pojechać po placu jak kaskaderzy popularnego wtedy autorodeo.

Dziś o taką fantazję można podejrzewać tych, którzy wsiadają do sześćdziesięcio- siedemdziesięcioletnich autobusów, aby przejechać „na czterech kołach” paręset kilometrów na zlot. Stare autobusy mają swoje kaprysy. Trzeba je czuć i rozumieć. Lecz odwdzięczają się wrażeniami, których nie daje nic, co ma ekran i baterię.





































































































































































