niedziela, 19 kwietnia, 2026
Strona głównaAktualnościWenezuela a ceny ropy. Reakcie spokojne, choć nie bez „ale”

Wenezuela a ceny ropy. Reakcie spokojne, choć nie bez „ale”

Wenezuela zapamięta rok 2026 jako czas amerykańskiej interwencji wojskowej. Co ciekawe ceny ropy Brent pozostały stabilne (wynika to z wysokich zapasów i utrzymującej się globalnej nadpodaży). Ta równowaga może jednak okazać się pozorna. Branża TSL może odczuć skutki tych wydarzeń znacznie silniej niż wskazują ceny ropy.

Kluczowe znaczenie ma bowiem nie ropa jako taka, lecz spread diesla, czyli różnica między ceną ropy a ceną oleju napędowego. Transport nie kupuje baryłek ropy – kupuje diesel, a jego dostępność i cena zależą od struktury przerobu w rafineriach. Tego rodzaju precedens pojawił się po inwazji Rosji na Ukrainę w 2022 roku. Wówczas, mimo że ceny ropy wzrosły „zaledwie” o kilkadziesiąt procent, ceny diesla w Europie rosły znacznie szybciej, szczególnie w kluczowych hubach takich jak Rotterdam. Spread diesla w pewnym momencie osiągnął poziom około trzykrotnie wyższy od swojej historycznej normy. Było to bezpośrednim skutkiem nagłej utraty ciężkiej rosyjskiej ropy Urals – surowca, do którego technologicznie dostosowana była duża część europejskich rafinerii.

Wenezuela ropę ma, szczególnie ropę gęstą

Ropa wenezuelska jest w większości ciężka (gęsta), co czyni ją szczególnie przydatną do produkcji diesla. Jeśli dostawy tej ciężkiej ropy zostałyby zakłócone i zastąpione lżejszą ropą łupkową z USA, uzyski diesla spadłyby. Rafinerie produkowałyby więcej benzyny z jednej baryłki, ale mniej oleju napędowego. W efekcie może pojawić się fizyczny niedobór diesla, nawet przy wysokich zapasach ropy. Ta nierównowaga objawia się rozszerzającym się „spreadem diesla” (różnicą cen między ropą a olejem napędowym). Ten może utrzymywać wysokie ceny na stacjach paliw, nawet gdy ropa jest relatywnie tania.

Podobny mechanizm do tego z 2022 roku może ponownie, przynajmniej przejściowo, pojawić się obecnie. Jeśli w wyniku zaburzeń podaży ciężkiej ropy rafinerie zostaną zmuszone do przerobu lżejszych mieszanek, uzyski diesla spadną, nawet przy wysokich zapasach ropy. W takiej sytuacji kluczowym wskaźnikiem przestaje być cena Brent, a staje się nim właśnie spread diesla. Jeżeli zacznie się on rozszerzać, ceny oleju napędowego na europejskich stacjach mogą pozostać podwyższone przez tygodnie lub miesiące. Nawet o 30-70 groszy za litr powyżej poziomów wynikających wyłącznie z cen ropy.

Cena ropy obojętna na sytuację w Wenezueli. Dlaczego?

Operacja wojskowa z 3 stycznia 2026 r., która doprowadziła do zatrzymania prezydenta Wenezueli Nicolása Maduro, stanowi istotny punkt zwrotny geopolityczny. Mimo to globalny rynek ropy zareagował na to wydarzenie z zaskakującym spokojem. Wspierany jest bowiem przez wysokie zapasy oraz utrzymującą się nadpodaż. Ropa Brent utrzymywała się w okolicach 60 USD za baryłkę, a bezpośrednia reakcja cenowa była łagodna i krótkotrwała. Tę powściągliwość można wyjaśnić dwoma kluczowymi czynnikami:

1. Marginalna produkcja: mimo ogromnych zasobów Wenezuela wydobywa obecnie mniej niż 1 mln baryłek dziennie, co stanowi poniżej 1% globalnej podaży. Nawet całkowite wstrzymanie produkcji mogłoby zostać stosunkowo łatwo skompensowane przez wolne moce produkcyjne w innych krajach.
2. Globalna nadpodaż: rynek od dłuższego czasu zmaga się z nadwyżką podaży. W efekcie banki inwestycyjne, takie jak Goldman Sachs, nie podniosły długoterminowych prognoz cenowych w reakcji na to wydarzenie.


Obecnie można wskazać dwa scenariusze dla światowego rynku ropy. Stabilizacja, wynikająca z presji spadkowej na ceny oraz umiarkowany wzrost cen. Pierwszy z nich jest prawdopodobny, jeśli sankcje zostaną zniesione, a inwestorzy powrócą. W takim scenariuszu eksport ropy z Wenezueli mógłby w średnim terminie wzrosnąć do 3 mln baryłek dziennie. Goldman Sachs nadal prognozuje średnią cenę ropy Brent na poziomie 56 USD za baryłkę w 2026 r. Pogląd ten podziela Arne Lohmann Rasmussen z Global Risk Management. Wskazuje on, że mimo geopolitycznego znaczenia wydarzeń rynek ropy pozostaje dobrze zaopatrzony. Z drugiej strony, przedłużająca się niestabilność, sabotaż infrastruktury lub dalsze zaostrzanie sankcji mogłyby utrzymać geopolityczną premię ryzyka w cenach. Nie doprowadziłoby to jednak do gwałtownego skoku cen, lecz raczej do umiarkowanego i przejściowego wzrostu o kilka dolarów na baryłce.

Komentarz przygotował Marcin Wawrzkiewicz, Country Manager Malcom Finance w Polsce.

Powiązane artykuły

OBSERWUJ NAS!

Facebook
YouTube
LinkedIn
Instagram
Tiktok

 

CZYTAJ NAJNOWSZY NUMER

Zapisz się do newslettera


Zrównoważony rozwój

Opinie

Po godzinach

Zapowiedź