Ten rok zapowiadał się już spokojniej. Wprawdzie trudno było mówić o euforii, ale widać było światełko w tunelu. Polska gospodarka rozwijała się w dobrym tempie, jednym z najlepszych w całej Unii Europejskiej. Wychodziliśmy na prostą i… wojna w Iranie.
Wojna w Iranie zamroziła inwestycje. To kolejny test wytrzymałości dla transportu, swobodnego handlu i logistyki just-in-time. Cieśnina Ormuz, przez którą przechodzi około jedna piąta światowych dostaw ropy, została całkowicie zamknięta. Nie mogą tamtędy przepływać żadne jednostki, co paraliżuje całkowicie ten kanał transportowy i winduje m.in. ceny paliw. W efekcie cena ropy przekroczyła pułap 100 dolarów za baryłkę i istnieje duża obawa, że jeżeli konflikt będzie nadal eskalował, jej cena jeszcze wzrośnie.
Polska ma znikomą własną produkcję ropy, należy do najbardziej uzależnionych od importu paliw gospodarek w UE. Dwie główne rafinerie – w Płocku i Gdańsku – nie są w stanie pokryć w pełni krajowego popytu, więc jesteśmy uzależnieni od sytuacji na globalnym rynku.
Zakłócone łańcuch dostaw – wojna w Iranie
Transport drogowy odpowiada za ok. 80% przewozów towarów w Polsce, a polscy przewoźnicy wykonują ponad 30% międzynarodowych przewozów drogowych w UE. Jednocześnie branża TSL już od dłuższego czasu zmaga się z rosnącymi kosztami energii, presją płacową, regulacjami unijnymi i brakiem płynności finansowej. Rosła liczba postępowań upadłościowych i restrukturyzacyjnych w firmach transportowych. Brakowało frachtów, a marże były coraz niższe. Rosnące w zawrotnym tempie ceny paliw w tej sytuacji sparaliżowały niektórych transportowców.
Paliwo stanowi 30–40% całkowitych kosztów firmy transportowej. Każde dodatkowe 10 dolarów na baryłce ropy może oznaczać dla przewoźnika być albo nie być. Bez twardych klauzul paliwowych w umowach i możliwości dynamicznej indeksacji stawek transport dzisiaj może przynosić jedynie straty.
Zakłócenia w żegludze w rejonie Iranu i wzrost kosztów frachtu morskiego oraz ubezpieczeń już dziś wydłużają trasy. Destabilizują też czas dostaw i wywołują nerwowe przetasowania w łańcuchach dostaw. To przyspiesza odchodzenie od wygodnej, ale kruchej logistyki just-in-time na rzecz droższego just-in-case, z większymi zapasami i bardziej rozbudowaną siecią magazynów. To też kolejny argument do skracania dystansów i korzystania z lokalnych poddostawców.
Ceny paliw rosną
W wyniku zawirowań geopolitycznych nie tyko rosną ceny paliw, ale też koszty energii, stali, transportu morskiego – co uderza również w producentów sprzętu. W efekcie może dojść do podobnej sytuacji, jak po pandemii, kiedy ceny środków transportu szybko rosły, a umowy były renegocjowane. Z jednej strony może to zmusić producentów do podniesienia cen swoich produktów. Dodatkowo z drugiej popyt może znowu bardzo wyhamować, a wymiana flot odłożyć się w czasie.
Im dłużej trwa wojna w Iranie, tym bardziej realne stają się trzy scenariusze. Po pierwsze utrwalona drożyzna paliw, fala upadłości i wymuszonej konsolidacji oraz spowolnienie zielonej transformacji transportu. Paradoks polega na tym, że wysoka cena ropy powinna przyspieszać elektryfikację i rozwój alternatywnych napędów. Jednak w praktyce każdy będzie raczej myślał o przetrwaniu, a nie inwestowaniu.








