Rynek autobusów w Polsce i Europie wyraźnie odbija, a segment pojazdów zeroemisyjnych notuje historyczne wzrosty. Jednak to, co czeka nas w najbliższych miesiącach, może przerosnąć dotychczasowe prognozy. O rekordowych zamówieniach, roli środków z KPO w rozwoju rynku autobusów elektrycznych i planach dotyczących wejścia w nowy segment rynku rozmawiamy z Mateuszem Figaszewskim, dyrektorem ds. partnerstw instytucjonalnych i relacji zewnętrznych w Solaris Bus & Coach.
Rynek autobusów miejskich w Polsce praktycznie nie wzrósł w 2025 roku, mimo to Solaris wg danych PZPM zanotował 18-procentowy wzrost. Jak oceniacie miniony rok z własnej perspektywy?
Rzeczywiście, rok 2025 był dla nas bardzo udany. Na polskim rynku sprzedaliśmy łącznie 285 autobusów miejskich, co oznacza wzrost o 44 sztuki w porównaniu z rokiem 2024. To przełożyło się także na wzrost udziałów rynkowych. Zakończyliśmy 2025 rok z udziałem na poziomie 45,5%, czyli o 7% większym niż w roku 2024. Tym samym nieprzerwanie od ponad dwóch dekad utrzymujemy pozycję lidera tego segmentu polskiego rynku autobusów.
Patrząc jednak szerzej, cały polski rynek autobusów wzrósł w zeszłym roku o 18%, w czym spory udział miał segment międzymiastowy. Jak interpretować taką dynamikę? Czy to jest stabilizacja? Nadrabianie zaległości z poprzednich lat?
Warto pamiętać, że były w Polsce lata, kiedy średni poziom rocznych zakupów w segmencie autobusów miejskich oscylował wokół 800–900 pojazdów. Ostatnie lata to poziom około 600 sztuk, więc można mówić o pewnej stagnacji. Rok 2025 przyniósł zauważalne ożywienie, nie tylko w segmencie autobusów miejskich i nie tylko w Polsce. Kluczową rolę odgrywa transformacja w kierunku elektromobilności. Dla porównania, w minionym roku europejski rynek wzrósł rok do roku, o ponad 20% czyli blisko 2500 pojazdów w segmencie miejskim. To bardzo duży wzrost. Co istotne największą dynamikę wzrostu zanotował segment pojazdów zeroemisyjnych: bateryjnych i wodorowych. W 2024 roku udział tych pojazdów w całym rynku stanowił 49%. Z kolei w ubiegłym roku było to już blisko 60%, wszystkich nowo zarejestrowanych autobusów miejskich w Unii Europejskiej. Można powiedzieć, że dziś 6 na 10 kupowanych nowych autobusów w UE to już autobusy bateryjne. Warto podkreślić, że jeszcze 10 lat temu ten rynek dopiero raczkował. Oznacza to niesamowicie szybki rozwój.
W 2025 r. segment miejskich autobusów w Polsce miał podobny poziom rejestracji jak rok wcześniej, podczas gdy segment międzymiastowy zanotował niemal trzykrotny wzrost. Czy jest on dla Solarisa interesujący?
Zdecydowanie tak. To jeden ze strategicznych kierunków naszego rozwoju w najbliższych latach. Oprócz intensyfikacji naszych działań w segmencie miejskich autobusów zeroemisyjnych w Europie oraz planów wejścia na rynek USA i Kanady, oferta dla przewozów międzymiastowych, zarówno dla operatorów polskich, jak i zagranicznych, to ważny element naszych działań na najbliższe lata.
Kiedy Solaris planuje wejść do tego segmentu z nową ofertą?
Pod koniec 2025 roku złożyliśmy pierwsze oferty na dostawy autobusu międzymiastowego w wersji bateryjnej u wybranych przewoźników prywatnych, na razie poza Polską. Pierwsze dostawy tych pojazdów planujemy na przełomie 2026 i 2027 roku. Co ważne, w tym roku rozpoczniemy ofertowanie tych autobusów również na rynku polskim. Będą to pojazdy w trzech wersjach długości: 10,8, 12 i 13 metrów, dostępne jako konstrukcje niskowejściowe lub z wysoką podłogą, oferowane tylko w wersji zeroemisyjnej: na początek bateryjnej i jeśli będzie taka potrzeba również wodorowej. Rosnący rynek autobusów międzymiastowych w Polsce jest dla nas bardzo interesujący, ale oczywiście nie patrzymy tylko na rynek polski, ale na rynek całej Unii Europejskiej.
Jak zapowiada się sprzedażowo dla Solarisa rok 2026 jeśli chodzi o rynek polski?
Na rok 2026 mamy zakontraktowane dostawy ponad 900 pojazdów dla polskich odbiorców. To absolutnie historyczny wynik. Większość tych kontraktów dotyczy autobusów bateryjnych: blisko 550 sztuk. Ponadto około 150 autobusów hybrydowych, 50 wodorowych i 26 trolejbusów. Cały rynek wydaje się, że osiągnie w tym roku rekordowy poziom 1500 pojazdów w segmencie miejskim. To nie miało miejsca nigdy wcześniej po roku 1990.
Skąd tak potężny skok zamówień?
To między innymi efekt wykorzystania środków z Krajowego Planu Odbudowy. Ogromna część funduszy z KPO została przeznaczona na projekty transportowe, w tym właśnie na zakup autobusów nisko- i zeroemisyjnych. Wiele z tych dostaw, zwłaszcza w pierwszej połowie roku, to efekt finalizacji przetargów opartych o te środki.
Wydaje się więc, że warunki do rozwoju elektromobilności są sprzyjające. Czy są jeszcze jakieś istotne bariery na polskim rynku, które mogłyby hamować ten proces?
Jeśli chodzi o autobusy miejskie, myślę, że większość tych barier została już pokonana. Jeszcze 10 lat temu technologia budziła obawy zarówno natury technicznej, jak i mentalnej – czy to się sprawdzi, czy będzie działać, jak wygląda kwestia serwisowania, żywotności baterii itd. Dzisiaj zarządzanie dużymi flotami autobusów elektrycznych to już codzienność. Zdecydowana większość nowo kupowanych autobusów miejskich, zarówno w Polsce, jak i w całej Unii Europejskiej, to pojazdy napędzane energią elektryczną. W tym roku mija 15 lat od premiery naszego pierwszego autobusu elektrycznego, która odbyła się na targach Transexpo w Kielcach. W 2011 roku zaprezentowaliśmy model Urbino 8,9 LE electric i była to absolutna nowość. Dzisiaj, po 15 latach, doszliśmy do etapu w którym blisko 90% naszej produkcji i sprzedaży stanowią pojazdy elektryczne.
Na początku tej drogi mówiło się o tym, że pojazdy z elektrycznymi napędami w miarę wzrostu skali produkcji będą tanieć. Czy na przestrzeni tych 15 lat w segmencie autobusów widać dużą różnicę w cenie ich zakupu?
Zdecydowanie tak. Upowszechnienie technologii spowodowało znaczący spadek kosztów. Ponadto nastąpił ogromny postęp technologii. Chociażby w obszarze efektywności energetycznej tych pojazdów i stosowanych w nich baterii. Pierwszy autobus 15 lat temu miał zasięg około 100 km i to w określonych warunkach. Dzisiejszy model może przejechać 500–600 km na jednym ładowaniu. Żywotność baterii jest znacznie dłuższa, podobnie jak okresy gwarancyjne. Efekt skali został zdecydowanie osiągnięty.
Oprócz autobusów bateryjnych Solaris ma też w swojej ofercie autobusy na ogniwa wodorowe. Zainteresowanie tą technologią wciąż rośnie, czy wyhamowuje?
Rynek pojazdów wodorowych nadal się rozwija, jednak faktycznie można zaobserwować pewne spowolnienie dynamiki wzrostu rok do roku. Myślę, że stoi za tym wiele czynników, jak chociażby znak zapytania dotyczący przyszłości wszystkich paliw i źródeł energii w dłuższym czasie. Rozmawiamy w momencie, w którym ceny paliw potrafią zmienić się o 40% z dnia na dzień. A decyzje o zakupie floty podejmuje się na dekadę lub więcej. Przewoźnicy chcą mieć dużą przewidywalność, a ta po stronie technologii bateryjnej wydaje się obecnie nieco większa. Wodór jednak zdecydowanie nadal ma ogromny potencjał, jeśli chodzi o źródło energii w przyszłości. Nie tylko dla aplikacji transportowych.
Kto w takim razie decyduje się dziś na inwestycje w autobusy wodorowe?
Głównie podmioty, które uzyskały znaczące dofinansowanie, dzięki czemu cały projekt jest atrakcyjny ekonomicznie. Drugą grupą są ci, którzy mają już dostęp do infrastruktury wodorowej lub są w stanie wytwarzać wodór lokalnie. Dla nich kluczowym aspektem staje się niezależność energetyczna. Warto dodać, że w 2026 roku planujemy dostarczyć na polski rynek łącznie 47 autobusów wodorowych, między innymi do Poznania czy Płocka.
Jak ten rynek wygląda w Europie?
W roku 2025 zarejestrowano 470 wodorowców, a rok wcześniej 350, czyli segment ten nadal rośnie – w minionym roku o ponad 30%. Natomiast w Polsce pozostał na podobnym poziomie jak rok wcześniej, około 50 szt. – większość dostaw zrealizował Solaris.
W 2025 roku Solaris w sumie sprzedał 1631 pojazdów, zaliczając 7% wzrost. A jak to ma wyglądać w tym roku?
W tym roku planujemy sprzedaż na poziomie 2000 pojazdów. W związku z tym inwestujemy w rozwój naszego zaplecza produkcyjnego. Nasze plany sprzedażowe po raz pierwszy zawierają dostawy poza Europę, do Kanady i do Stanów Zjednoczonych.
Wzrost produkcji ma bardziej związek z rozwojem Solarisa, czy w większym stopniu wynika z zapotrzebowania rynku europejskiego na autobusy?
Jedno jest powiązane z drugim. Rośnie zapotrzebowanie rynku europejskiego na autobusy nisko- i zeroemisyjne. Zarówno rynek miejskich, jak i międzymiastowych autobusów jest pobudzany poprzez zaostrzające się normy emisyjne. Stąd też konieczność modernizacji flot w tych segmentach. Dodatkowo wspierają ten proces fundusze, które są przeznaczone na ten cel, zarówno jeśli chodzi o autobusy miejskie, jak i międzymiastowe.
Z początkiem tego roku wszystkie miasta powyżej 100 tysięcy mieszkańców w Polsce są zobligowane do tego, żeby kupować wyłącznie zeroemisyjne autobusy miejskie. Zaostrzane są też normy środowiskowe w przewozach międzymiastowych. Autobusy miejskie powinny być już zeroemisyjne, a międzymiastowe muszą zredukować emisje CO2 o 90%. To oznacza pójście w kierunku autobusów nisko- i zeroemisyjnych i dlatego też ten segment rynku jest dla nas interesujący. To wszystko wpływa na wzrost sprzedaży naszych produktów, ponieważ Solaris jest jednym z największych europejskich producentów autobusów nisko- i zeroemisyjnych. W ubiegłym roku ponad 86% naszej produkcji i sprzedaży stanowiły właśnie takie jednostki. W tym roku to będzie ponad 90%.
Te optymistyczne prognozy pojawiają się w cieniu globalnych napięć. Czy istnieje zagrożenie dla rynku autobusów, jeśli światowa gospodarka ulegnie załamaniu?
Patrząc z perspektywy naszych 30-letnich doświadczeń, mogę powiedzieć, że rynek przewozów miejskich jest zaskakująco stabilny i odporny na tego typu zdarzenia. Transport to jeden z kluczowych elementów funkcjonowania współczesnych aglomeracji. Nawet takie wydarzenia jak pandemia COVID-19 nie wpłynęły na tę część branży transportowej tak mocno, jak na inne segmenty. Decyzje zakupowe w transporcie publicznym nie są dyktowane okolicznościami „tu i teraz”, a kontrakty są zaplanowane i zabudżetowane na lata do przodu.
Dokładnie 22 marca 2026 roku mija 30 lat odkąd zaczęła działać firma Solaris Bus & Coach. To imponujący jubileusz!
To prawda, 22 marca 1996 roku z linii produkcyjnej zjechał pierwszy autobus, jeszcze pod marką Neoplan. Firma zatrudniała wtedy 36 osób, które zmontowały 56 autobusów. Dziś, po 30 latach, zatrudniamy prawie 4000 osób, a naszą ambicją jest produkcja ponad 2000 autobusów rocznie. Równie rewolucyjna była zmiana technologiczna. Kamieniami milowymi były: pierwszy trolejbus w 2001, pierwsza hybryda w 2006 i – co kluczowe – pierwszy autobus elektryczny 15 lat temu. Dzisiaj 90% naszej produkcji to pojazdy zero- i niskoemisyjne. Bycie pionierem w segmencie autobusów elektrycznych dało nam ogromne doświadczenie, które dziś pozwala nam z powodzeniem konkurować na rynku europejskim, a wkrótce także za oceanem.
Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiała Katarzyna Dziewicka








