Według ekspertów instytucji płatniczej Akcenta, w 2026 r. dla polskich małych i średnich firm ryzyko walutowe coraz rzadziej będzie incydentem. Częściej jawić się będzie jako stały koszt prowadzenia biznesu.
Najnowsze dane GUS za 2025 rok pokazują pogłębianie się ujemnego salda w polskim handlu zagranicznym. W praktyce przekłada się to na większą wrażliwość firm na wahania kursów i koszty finansowania obrotu, szczególnie po stronie importerów. Dodatkowo przedsiębiorcy muszą uwzględnić dwa równoległe czynniki. Są to: presja konkurencyjna związana z importem z Chin oraz rosnąca rola Europy Środkowej jako stabilizującej kotwicy dla sprzedaży i zakupów w regionie.
Koszt stały, a nie okazjonalny
– Kiedy saldo handlu zagranicznego jest coraz bardziej ujemne, zmieniają się warunki gry dla firm rozliczających się w walutach: popyt na euro i dolara szybciej rośnie niż ich podaż z napływów eksportowych. To nie brzmi spektakularnie, ale niesie konkretne znaczenie dla codzienności polskich importerów i eksporterów: kurs walut zaczyna realnie pracować na wyniku finansowym – komentuje Jacek Jurczyński, prezes zarządu Akcenty.
Najnowsze dane Głównego Urzędu Statystycznego (GUS) za rok 2025 rzucają nowe światło na kondycję polskiej gospodarki. Po raz pierwszy od dłuższego czasu obserwujemy wyraźne przejście w stronę ujemnego salda handlowego, które wyniosło 26,3 mld PLN. Podczas gdy eksport wzrósł o 2%, import rozpędził się do 3,9%. Dla polskich przedsiębiorców z sektora MŚP to sygnał do rewizji strategii walutowych.
Wyzwanie chińskie
W tle danych o handlu zagranicznym coraz silniej widać czynnik azjatycki. Zalicza się tu import z Chin, zarówno gotowych produktów, jak i półproduktów oraz komponentów. Dla wielu firm w Polsce to miecz obosieczny. Z jednej strony tańszy łańcuch dostaw, z drugiej większa wrażliwość na wahania USD/CNY oraz na skoki kosztów frachtu i czasu dostaw. W 2026 roku przy bardziej napiętym bilansie handlowym nawet krótkotrwałe osłabienie złotego może skumulować się z presją konkurencyjną. Może też sprawić, że „zapas” marży szybko się wyczerpie, zwłaszcza w branżach o dużej powtarzalności zakupów.
Jacek Jurczyński odsyła do danych GUS, które pokazują, że polski silnik eksportowy, choć wciąż pracuje, musi mierzyć się z coraz silniejszym importem. Zwłaszcza z Chin, skąd przywóz towarów wzrósł o ponad 11% w ujęciu rocznym. Dla polskich firm oznacza to większą presję na marże i konieczność poszukiwania oszczędności tam, gdzie są one najłatwiej dostępne, czyli w kosztach przewalutowania i zabezpieczaniu kursów.
Istotna Europa Środkowa
Dla polskich firm naturalną przeciwwagą pozostaje Europa Środkowa. Mamy tu bliskość rynków, przewidywalność regulacyjną, krótsze łańcuchy dostaw i relatywnie stabilne relacje handlowe. To właśnie w regionie, m.in. w relacjach z Czechami, Słowacją czy Węgrami, wiele MŚP buduje powtarzalny eksport i zakupy. Nie oznacza to jednak automatycznej stabilności kursów. Przy rosnącej skali rozliczeń w walutach i większej zmienności globalnej, firmy muszą traktować FX jako element strategii, a nie operacyjny dodatek. W praktyce wygrywać będą te podmioty, które łączą planowanie sprzedaży i zakupów z polityką walutową oraz świadomie dobierają narzędzia zabezpieczające.
Jacek Jurczyński mówi, że rok 2026 będzie testem dojrzałości finansowej, w tym walutowej MŚP. Ci, którzy nadal wymieniają waluty ad hoc, będą oddawać część wyniku w kursie. Często nawet nie zauważą, gdzie dokładnie powstała strata. Natomiast firmy, które podejdą do FX procesowo, zyskają przewagę. Będą mogły stabilniej wyceniać oferty, pewniej negocjować kontrakty i lepiej planować przepływy. W realiach rosnącego deficytu handlowego to właśnie kontrola ryzyka walutowego staje się jednym z najprostszych sposobów ochrony marż.
Akcenta jest jednym z najważniejszych traderów walutowych na rynku czeskim i w Europie Środkowej z ponad 25-letnią tradycją. Firma działa w Polsce, na Węgrzech, Słowacji i w Rumunii. Portfel klientów składa się z ponad 54 000 podmiotów, głównie małych i średnich firm zorientowanych na eksport lub import.







