28 lutego Iran znalazł się w stanie wojny ze Stanami Zjednoczonymi i Izraelem. Pociski trafiły Teheran, Isfahan, Tabriz, Karadż i Kom. USA utrzymują, że celem akcji jest zniszczenie irańskiego programu nuklearnego oraz osłabienie reżimu. Czy atak na Iran oznacza podwyżki paliw? Sytuację komentuje Marcin Wawrzkiewicz z Malcom Finance w Polsce.
Iran odpowiedział atakami rakiet balistycznych na Izrael oraz uderzeniami na amerykańskie bazy w Kuwejcie, Katarze, Zjednoczonych Emiratach Arabskich i Bahrajnie. Tym samym zwiększając ryzyko rozszerzenia konfliktu na infrastrukturę Arabii Saudyjskiej lub włączenia się Hezbollahu. Konfrontacja przechodzi zatem z fazy nacisku politycznego w otwartą fazę militarną.
Gwałtowny ruch cen
Z perspektywy rynku kluczowe jest wyczucie momentu. W przypadku ropy naftowej takie wydarzenia zwykle generują premię za ryzyko. Nie dlatego, że rynek natychmiast „wie” o fizycznym zakłóceniu podaży, lecz dlatego, że musi przeszacować prawdopodobieństwo scenariuszy, które dotąd uznawano za mało realne. Tworzy to warunki do gwałtownego ruchu cen: panika, transakcje zabezpieczające (hedgingowe) i algorytmy reagujące na nagłówki mogą jednocześnie uderzyć w rynek. Handel ropą odbywa się niemal bez przerwy, ale w weekendy płynność jest ograniczona. Dlatego pierwsze pełne przeszacowanie cen następuje zwykle wraz z otwarciem rynków azjatyckich w niedzielę wieczorem lub w poniedziałek rano.
Kierunek jest jasny: w górę. Jeśli sytuacja nie uspokoi się do końca weekendu, wzrost o 10– 15 dolarów na baryłce jest realny. Poziom powyżej 100 dolarów nie może zostać wykluczony.
Trzy warstwy ryzyka
Bezpośrednie zakłócenie produkcji lub eksportu Iranu:
Iran produkuje około 3,2 mln baryłek dziennie i eksportuje około 1,7 mln. Jeśli ataki uszkodzą infrastrukturę wydobywczą, rafinerie lub terminale przeładunkowe, część tej podaży może zniknąć z rynku. W krótkim okresie część wolumenów mogłaby zostać zastąpiona z innych źródeł (OPEC+ dysponuje wolnymi mocami produkcyjnymi). Jednak rynek natychmiast przeszacuje napięcie w bilansie podaży i popytu. Każdy dzień bez irańskich baryłek oznacza konieczność uszczuplania zapasów.
2. Logistyka i ubezpieczenia
Nawet jeśli produkcja pozostanie nienaruszona, wzrosną koszty transportu. Ubezpieczenia wojenne, premie za ryzyko oraz ograniczona dostępność tankowców zwiększają koszt każdej baryłki przemieszczającej się przez Zatokę Perską. Ten kanał jest szczególnie istotny dla Europy, ponieważ bezpośrednio przekłada się na ceny diesla i marże rafineryjne. W przeciwieństwie do początkowego skoku cen, te koszty często utrzymują się dłużej.
3. Cieśnina Ormuz jako „ryzyko ogonowe”
Około 20% światowych dostaw ropy przepływa przez Cieśninę Ormuz. Rynki nie wyceniają jej całkowitego zamknięcia jako scenariusza bazowego — byłaby to globalna katastrofa. Jednak już samo zwiększenie postrzeganego prawdopodobieństwa zakłóceń wystarcza, by w cenach pojawiła się wyższa premia geopolityczna. Nawet seria incydentów, zaostrzenie kontroli żeglugi czy wzrost składek ubezpieczeniowych może wywołać efekt podobny do częściowego ograniczenia przepływów. Gdyby Iran zdecydował się na asymetryczne działania odwetowe w tym obszarze, weszlibyśmy na nieznane terytorium. Z ryzykiem wywołania globalnej recesji poprzez zakłócenie podaży
Co w najbliższych dniach i tygodniach
W krótkim terminie (dni lub tygodnie) rynek będzie skrajnie zmienny i reagujący na nagłówki. Brent bardzo prawdopodobnie przetestuje poziomy powyżej 80 dolarów i może zbliżyć się do 90 dolarów. Ceny będą silnie reagować na informacje o ograniczeniach eksportu, atakach na infrastrukturę czy korytarze żeglugowe — ale także na sygnały deeskalacji.
To, czy ceny utrzymają się na podwyższonych poziomach, zależy od jednego pytania: czy dojdzie do fizycznego zakłócenia podaży? Jeśli nie, a konflikt ograniczy się do działań powietrznych bez wpływu na przepływy ropy, rynek zaabsorbuje część szoku. Premia za ryzyko pozostanie podwyższona, ale panika powinna wygasnąć.
W średnim terminie (wiosna–lato) scenariusz rozdziela się na dwie ścieżki. Jeśli konflikt ograniczy się do wymiany uderzeń bez istotnego wpływu na produkcję i transport, na pierwszy plan wrócą fundamenty — a te obecnie nie wskazują na trwale wysokie ceny. OPEC+ planuje umiarkowane zwiększenie produkcji o 137 000 baryłek dziennie w kwietniu, a popyt nie przyspiesza w sposób gwałtowny. Jeśli jednak dojdzie do realnego zakłócenia irańskiej podaży lub przepustowości Ormuz, ropa może wejść w wyższy reżim cenowy na wiele miesięcy.
Diesel, spready i zarządzanie ryzykiem
Dla operatorów transportowych kluczowe jest to, że ropa to nie diesel. Ceny diesla nie poruszają się w relacji jeden do jednego z ceną ropy. Odzwierciedlają również marże rafineryjne, premie regionalne i sezonowość. W okresach kryzysowych spready zwykle się rozszerzają, co oznacza, że europejski diesel może drożeć szybciej niż ropa — i co istotne, silniej wahać się w ciągu tygodnia.
W praktyce oznacza to konieczność obserwowania nie tylko nagłówków, lecz twardych danych: ruchu tankowców, wycen ubezpieczeń oraz relacji między ceną ropy a diesla. Te wskaźniki często wcześniej niż sama cena ropy sygnalizują, czy problem staje się fizyczny. Nie jesteśmy dziś w punkcie, w którym można z pewnością stwierdzić, czy ropa zmierza do 100 dolarów, czy wróci poniżej 70. Jesteśmy w punkcie, w którym gwałtownie wzrosło prawdopodobieństwo scenariuszy jeszcze niedawno uznawanych za marginalne. Niepewność nie jest wyjątkiem — staje się nową normą.








