Najbardziej niebezpieczne podatki to te, których nikt tak nie nazywa. ETS2 to oficjalnie „system handlu emisjami”. Jednak dla transportu drogowego będzie po prostu nowym, trwałym kosztem doliczonym do każdego litra paliwa.
ETS2 to drugi unijny system handlu emisjami, dołożony do już działającego ETS-u dla energetyki i przemysłu. Tym razem dodano budynki i transport drogowy. A więc spalanie paliw w piecach, kotłach i pojazdach – wszędzie tam, gdzie tankujemy benzynę, diesla albo LPG.
Formalnie płatnikiem nie będzie przewoźnik ani przysłowiowy Kowalski na stacji. Zapłaci dostawca paliwa, który od 2028 roku będzie musiał kupować uprawnienia do emisji CO₂ odpowiadające sprzedanym litrom. Koszt ten zgodnie z zasadą rynku znajdzie się w cenie paliwa. Bruksela wprowadziła co prawda limit ceny uprawnień w pierwszych latach działania ETS2, ale niewiele to zmienia.
Twarde liczby, miękkie marże
Jeśli odłożymy na bok polityczne deklaracje, zostają liczby. Raport przygotowany na zlecenie Alior Banku szacuje, że tylko z tytułu ETS2 litr benzyny może w 2028 roku podrożeć o około 0,65 zł,. W przypadku litra oleju napędowego nawet o około 0,75 zł. Przy czym do 2031 r. ceny mogą wzrosnąć o 1,35 zł w przypadku benzyny i 1,57 zł – diesla. Biorąc pod uwagę ceny netto. Inne analizy, np. KOBiZE/CAKE, są ostrożniejsze. Mówią o wzroście rzędu do 10% ceny detalicznej paliw w pierwszych latach obowiązywania systemu. To oznacza nawet drugie tyle, co przy typowej, rocznej korekcie marż czy podatków.
Z perspektywy firmy transportowej to bardzo konkretne pozycje kosztowe. Wyliczenia dla europejskich przewoźników pokazują, że dodatkowy koszt ETS2 może sięgnąć około 6 tys. euro rocznie na jedną ciężarówkę przy przebiegu rzędu 100 tys. km. Przy niewielkiej flocie 20 pojazdów oznacza to ponad 120 tys. euro dodatkowych kosztów rocznie.
Równolegle niezależne raporty ostrzegają, że przeciętna polska rodzina wyda na paliwo o 1000–2000 zł rocznie więcej – tylko z tytułu ETS2, przy posiadaniu 1–2 aut i typowych przebiegach. To oznacza, że rachunek za zieloną transformację zapłacą wszyscy.
Czas daje przewagę
Start systemu przesunięto o rok, z 2027 na 2028. Zrobono to właśnie po to, by nie wywołać nagłego skoku cen paliw i dać firmom więcej czasu na przygotowanie budżetów i cenników. To dodatkowe kilkanaście miesięcy na odrobienie lekcji.
Ten czas można wykorzystać na rozmowę z klientami o indeksacji stawek, klauzulach paliwowych i podziale ryzyka regulacyjnego. Można także rozważyć inwestycje: czy kupować dziś kolejne diesle z pełną świadomością, jakie obciążenia czekają nas z tego tytułu po 2028 roku, czy zacząć inwestować w inne napędy, nawet jeśli ich TCO jeszcze nie zachęca.
ETS2 to kolejny krok w budowaniu świata, w którym emisja CO₂ przestaje być efektem ubocznym. Staje się ona pozycją w kosztorysie każdej usługi transportowej. Warto już dziś zastanowić się nad strategią, która pozwoli przetrwać kolejne obciążenia kosztowe.








