Transport chłodniczy wchodzi w nową fazę rozwoju. Elektryfikacja staje się standardem. Jak rozwiązania Carrier Transicold wpisują się w nowe trendy na rynku? Jakie korzyści wiążą się z ich wdrożeniem we flotach? O wyzwaniach związanych z nowoczesnym przewozem produktów w temperaturze kontrolowanej rozmawiamy z Przemysławem Borzymowskim, dyrektorem ds. kluczowych klientów w Carrier Transicold Europe.
Transformacja energetyczna w transporcie przyspiesza, również w transporcie chłodniczym. Czy dziś możemy mówić o przełomie?
Zdecydowanie tak. Jeszcze kilka lat temu elektryfikacja chłodnictwa była traktowana bardziej jako ciekawostka technologiczna niż realna alternatywa. Dziś sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Presja regulacyjna, rosnące koszty paliw i oczekiwania klientów sprawiają, że firmy transportowe aktywnie poszukują rozwiązań zeroemisyjnych lub niskoemisyjnych. Co ważne – te rozwiązania są już dostępne i gotowe do wdrożenia.
Carrier Transicold mocno inwestuje w technologie elektryczne. Jakie one mają znaczenie z perspektywy operatorów flot?
Kluczowe. Operatorzy nie szukają dziś wyłącznie ekologii – przede wszystkim są zainteresowani efektywnością. Technologie takie jak Vector eCool, [R]eCool czy eCool Drive odpowiadają dokładnie na tę potrzebę. Pozwalają nie tylko zredukować emisję CO2, ale też dają bardzo konkretne korzyści operacyjne: niższe koszty eksploatacji, mniejszy hałas i większą elastyczność w planowaniu transportu – szczególnie w miastach.
System Vector eCool budzi spore zainteresowanie rynku. Co czyni go tak przełomowym?
Przede wszystkim jego autonomiczność. Mówimy o systemie, który odzyskuje energię podczas jazdy pojazdu i magazynuje ją w bateriach, a następnie wykorzystuje do zasilania agregatu chłodniczego. To oznacza, że nie potrzebujemy silnika Diesla do napędu agregatu chłodniczego. Efekt? Brak emisji spalin i znacząco niższy poziom hałasu.
Dla firm obsługujących dostawy miejskie to ogromna zmiana. Mogą realizować transport w strefach niskoemisyjnych czy nocne dostawy bez naruszania norm hałasu, co staje się realnym atutem biznesowym.
Czyli to nie tylko ekologia, ale również przewaga konkurencyjna…
Dokładnie. Firmy, które wdrażają takie rozwiązania, zyskują dostęp do nowych kontraktów, szczególnie z dużymi sieciami handlowymi czy operatorami logistycznymi, którzy coraz częściej wymagają „zielonych” łańcuchów dostaw. To już nie jest trend – to nowy standard.
A co z firmami, które nie są gotowe na pełną wymianę floty?
Tu pojawia się [R]eCool. I to jest właśnie jeden z najbardziej praktycznych elementów całej transformacji. [R]eCool pozwala przekształcić agregaty chłodnicze Vector z napędem wysokoprężnym na elektryczny. Nie trzeba więc inwestować w nowy agregat czy cały zestaw, by korzystać z ekologicznych i ekonomicznych rozwiązań w chłodnictwie.
Z punktu widzenia klienta oznacza to niższy próg wejścia w elektromobilność. Możemy wydłużyć życie sprzętu, który już pracuje we flocie, jednocześnie znacząco redukując emisję i koszty operacyjne.

Czyli retrofit jako pomost między „starym” a „nowym światem”?
Bardzo trafne określenie. Nie każda firma może sobie pozwolić na rewolucję. Dlatego rozwiązania przejściowe są kluczowe. [R]eCool daje możliwość stopniowej transformacji energetycznej – bez ryzyka i bez paraliżowania budżetu.
Trzecim elementem układanki jest eCool Drive. Jaką rolę odgrywa w całym ekosystemie?
eCool Drive to odpowiedź na rozwój elektrycznych ciągników siodłowych. System umożliwia zasilanie agregatu chłodniczego bezpośrednio z baterii pojazdu. Technicznie mówimy o falowniku, który przekształca prąd stały wysokiego napięcia w prąd zmienny potrzebny do pracy agregatu.
Najważniejsze jest jednak to, że możemy wykorzystać istniejące naczepy i agregaty. Nie trzeba inwestować w nowy sprzęt. To również obniża koszty zmiany na bardziej ekologiczny transport i przyspiesza wdrożenia we flocie nowoczesnych rozwiązań.
Jak rynek reaguje na te rozwiązania? Czy polscy przewoźnicy są gotowi na taki krok?
Widzimy wyraźną zmianę mentalności. Jeszcze niedawno dominowało podejście „poczekamy, zobaczymy”. Dziś coraz więcej firm mówi: „sprawdźmy to w praktyce”. Pilotaże, pierwsze wdrożenia – to się już dzieje.
Oczywiście nadal istnieją bariery, takie jak koszty początkowe czy infrastruktura ładowania. Ale jednocześnie rośnie świadomość, że brak działania może oznaczać utratę konkurencyjności w najbliższych latach.
Czy elektryfikacja chłodnictwa faktycznie się opłaca?
Jeśli patrzymy tylko na koszt zakupu – nie zawsze. Ale jeśli uwzględnimy całkowity koszt użytkowania, czyli TCO, sytuacja wygląda inaczej. Niższe koszty energii i serwisu, brak oleju napędowego dla agregatu, a do tego potencjalne korzyści biznesowe – to wszystko zmienia kalkulację.
Dodatkowo dochodzą kwestie regulacyjne i dostęp do stref niskoemisyjnych. W wielu przypadkach brak inwestycji w nowe technologie może być w przyszłości droższy niż sama inwestycja.

Jak pomagacie flotom w tej transformacji?
Naszym zadaniem jest nie tylko dostarczanie technologii, ale przede wszystkim doradztwo. Każda flota jest inna – ma inne trasy, inne potrzeby operacyjne, inne ograniczenia budżetowe.
Pomagamy klientom dobrać rozwiązania, które mają sens biznesowy. Czasem to będzie pełna elektryfikacja, a czasem etapowe wdrożenie, zaczynając od retrofitów. Kluczowe jest to, żeby transformacja była realna, a nie tylko „na papierze”.
Jaka będzie przyszłość transportu chłodniczego w perspektywie najbliższych 5–10 lat?
Kierunek jest jednoznaczny – elektryfikacja i integracja systemów. Będziemy widzieć coraz więcej rozwiązań, które łączą pojazd, agregat chłodniczy i systemy zarządzania energią w jeden spójny ekosystem.
Równolegle będzie rosło znaczenie danych – monitorowania temperatury, zużycia energii, optymalizacji tras. Chłodnictwo przestanie być „dodatkiem” do transportu, a stanie się jego integralnym, inteligentnym elementem.
Co można powiedzieć dziś firmom, które wciąż się wahają?
Że to już nie jest pytanie „czy”, tylko „kiedy i jak”. Ci, którzy zaczną wcześniej, będą mieli czas na testy, naukę i optymalizację. Ci, którzy poczekają, mogą zostać zmuszeni do szybkich i kosztownych decyzji.
Najrozsądniejsze podejście to zacząć od pilotażu – sprawdzić rozwiązania w realnych warunkach i na tej podstawie budować strategię.
Zamiast rewolucji – ewolucja?
Dokładnie. Ale ewolucja, która dzieje się szybciej, niż można się było spodziewać.








